
Gdyby piłkarski mistrz Polski awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów, za sam udział zarobiłby 5,4 mln euro. Koszykarscy mistrzowie Asseco Prokom Sopot grają w drugiej fazie Euroligi, ale głównie dla prestiżu.
W środę Prokom przegrał na wyjeździe z jednym z faworytów rozgrywek – Tau Ceramika Vitoria to zespół, który ma w składzie najlepszego ofensywnego zawodnika w Europie w tym sezonie Igora Rakocevicia. Serb większość ze swoich 20 punktów zdobył w wygranej 34:15 pierwszej kwarcie, która ustawiła mecz. Prokom po przerwie zbliżył się na pięć punktów (46:51 po piątej trójce Daniela Ewinga), ale ostatnią kwartę znów przegrał wysoko, a cały mecz ostatecznie 77:99. 19 punktów dla sopocian zdobył Ewing, 16 dorzucił Ronnie Burrell.
Euroliga – po NBA – najbardziej prestiżowe rozgrywki koszykarzy. Budżety najbogatszych klubów sięgają 40 mln euro (Prokom ma 10 mln zł), a z NBA wracają do nich coraz częściej najlepsi koszykarze świata. Litwin Sarunas Jasikevicius, Hiszpan Juan Carlos Navarro, Portorykańczyk Carlos Arroyo czy Grek Vasileios Spanoulis woleli być wysoko opłacanymi gwiazdami w Eurolidze niż drugoplanowymi graczami w NBA.
Euroliga nie przynosi jednak dużego dochodu klubom. O ile największe firmy piłkarskie na zwycięstwie Ligi Mistrzów mogą zarobić nawet 110 mln euro (nagrody, wpływy od sponsorów, sprzedaż biletów itp.), o tyle mistrz Euroligi może liczyć na dochody nieporównywalnie niższe. Zeszłoroczny – CSKA Moskwa – zyskał 10 mln euro.
- Kluby z Hiszpanii czy Izraela dostają spore pieniądze z transmisji, a takie Maccabi Tel Awiw ma duży zysk z regularnie wypełnianej, 10-tysięcznej hali – mówi dyrektor generalny Prokomu Jacek Jakubowski. – My w obu przypadkach dostajemy o wiele mniej, ale przynajmniej do gry w Eurolidze nie dokładamy.
Co poza sportową rywalizacją z najlepszymi mają z gry w elicie siatkarscy i koszykarscy mistrzowie Polski? – Budujemy markę klubu i zwiększamy swoje szanse na pozyskanie nowych sponsorów lub utrzymanie obecnych – mówi Piechocki. – Nasi sponsorzy mają międzynarodową reklamę, promujemy miasto, chcą grać u nas lepsi zawodnicy. Ale głównie liczy się prestiż klubu – tłumaczy Jakubowski.
Za zaledwie dwa zwycięstwa w pierwszej fazie Prokom otrzymał z Euroligi ok. 50 tys. zł, czyli mniej więcej tyle, ile wynoszą miesięczne zarobki jednego z czołowych graczy klubu.
Źródło : wyborcza.pl





jak to mówią… zawsze coś.
cos ale malo